Modlitwa zanoszona w komórce Drukuj Email
Autor: Walter Wjst   
wtorek, 06 września 2016 14:00

Prawidłowa modlitwa

Jako przeciwieństwo tej modlitwy w „komórce" stawia Pan Jezus obłudną modlitwę. Piętnował przede wszystkim modlitwę faryzeuszy, których często nazywał obłudnikami. On musiał używać takiego wyrażenia, gdyż naród Boży w ówczesnym czasie pielęgnował zewnętrzną formę pobożności i dlatego Pan ostrzegał ich przed długimi obłudnymi modlitwami. U nas natomiast, w obecnym czasie, wygląda to nieco inaczej, rzadko zdarza się, aby ktoś w publicznym miejscu modlił się głośno przy stole w czasie posiłku. Modlenie się w synagogach i na rogach ulic zostało obecnie przeniesione - jako głośne modlitwy, do chrześcijańskich społeczności. To słowo Pana wypowiedziane w czasie kazania na górze obowiązuje chrześcijaństwo również i dzisiaj, gdyż żadnego znaczenia nie ma jakakolwiek paplanina. Jako dzieci Boże musimy do modlitwy podchodzić z wielką pokorą i uniżeniem, i z duchowym zrozumieniem tak, jak nam to polecił Pan.

W tym samym fragmencie, w którym zostaliśmy pouczeni o „komórce" znajduje się również przykład naszego Pana, jak należy się właściwie modlić. Bardzo ważnym jest, aby rozpoczynać modlitwę słowami dziękczynienia i uwielbiać Boga, gdyż jeżeli chodzi o nasze własne „potrzeby" - musimy sobie to uświadomić, że - Bóg wszystkie nasze potrzeby zna wcześniej od nas. Dlatego Pan Jezus wyraźnie to podkreśla.. Nie znaczy to, że stale powinniśmy podkreślać słowa: „Panie, ty wiesz..." Mam także odczucie, że często popełniamy ten sam błąd, dlatego tylko, że prawie wcale nie zastanawiamy się nad tym, jakie to ma właściwie znaczenie. Musimy uświadomić sobie, że nasz Bóg wie, kiedy siedzę i kiedy wstaję, i rozumie myśli moje z daleka (Ps 139). Nie raz mówimy tak, jakbyśmy chcieli naszego Boga zaskoczyć albo wytłumaczyć Mu, na czym polega nasza potrzeba. Ta absolutna świadomość, że On zna wszystkie nasze prośby, nasze potrzeby - lepiej niż my je znamy - musi odbijać się w naszej modlitwie a może nawet i uszlachetniać ją.

Do kogo kierujemy nasze modlitwy?

O hrabim von Pfeil, ministrze Fryderyka Wielkiego, opowiada się taką anegdotkę: Miał on bardzo dobre przyzwyczajenie rano czytać Biblię i modlić się. Aby mu w tej czynności nikt nie przeszkadzał, polecił swemu słudze, by w tym czasie nikogo do niego nie wpuszczał. Pewnego poranku zdarzyło się, że sam król wbrew tym zwyczajom jakie panowały u hrabiego, przyszedł do jego domu i zażądał widzenia się ze swoim ministrem. Sługa ów znalazł się w kłopotliwej sytuacji i powiedział zupełnie swobodnie królowi, że jego pan o tej porze modli się. „Ja zaczekam" odpowiedział mu król. Wkrótce po tym zdarzeniu zjawił się minister. Złożył ukłon przed swoim królem i powiedział mu tak: „Przepraszam wasz majestat, ja dopiero co wracam z audiencji od tego Króla nad królami!"

Wobec tego, kim On jest dla nas? Może powiem to nieco inaczej - jest to przywilej, którego my pojąć nie możemy, że wolno nam przychodzić do tego wielkiego Boga, jako do naszego Ojca. Oznajmił nam Go, Jego jednorodzony Syn, który jest na łonie Ojca (tj. On tam był zawsze i zawsze tam będzie, J 1,18). Z tego też powodu przyszedł na ten świat, aby przez dokonaną swoją śmierć ofiarną na krzyżu wyjaśnić nam treść wspaniałego Słowa, które zmartwychwstały Pan powiedział do Marii Magdaleny: „Wstępuję do Ojca mego i do Ojca waszego, do Boga mego i do Boga waszego" (J 20,17). A to, że Bóg jest w niebie a my jesteśmy na ziemi, tak jak o tym czytamy w Księdze Kaznodziei Salomona w 5. rozdziale w 1. wierszu - na pewno nie osłabi Jego wielkości i potęgi.

Treść naszej modlitwy

Nawet wówczas gdy się modlimy, a nie jesteśmy „zauważani przez ludzi", to nie powinno nas to zrażać, ponieważ i nam się to nieraz zdarza, że w naszych rodzinnych czy wspólnych modlitewnych kółkach lub w czasie godzin modlitw w zborze, często nie uczestniczymy z naszymi współmodlącymi się, ponieważ nasze myśli nieraz są zupełnie oddalone. Wiele na tym tracimy, gdyż niejedna modlitwa jest pouczająca nas i budująca. Ileż to ludzi słuchając modlitw innych ludzi - nawróciło się! Jak często możemy w naszej modlitwie, poprzez sprawny sposób wyrażania się, przez odpowiednie słownictwo, nasze bliskie stosunki z Panem uwidocznić naszym bliźnim! Jednak nie na tym polega właściwa modlitwa, aby w niej używać pouczających słów lub kogoś przekonywać przez nią, chociaż w gruncie rzeczy mogłoby to być dobrym zamiarem. Prawdziwa modlitwa jest rozmową z Bogiem, z najwyższą i najdoskonalszą Istotą. Więc przytoczony wyżej przykład nie ma nic wspólnego z prawdziwą modlitwą, raczej z obłudą, to nie ulega żadnej wątpliwości.

Miejsce do modlitwy – „komórka”

Gdy modlimy się w skrytości, odizolowani od innych, nie czujemy się zagrożeni. Nikomu nie przeszkadzamy, jak i nie pokazujemy naszej ważności lub wyższości. Nasze serce jest otwarte przed Bogiem, gdyż On je zna lepiej od nas. Dlatego tak doniosłe znaczenie ma tego rodzaju modlitwa. Oczywiste jest w tym przypadku, że nikt nie neguje wspólnej modlitwy małżonków. Jednak ona nie może zastąpić nam tej osobistej modlitwy w „komórce". Kto odrzuca wspólną modlitwę ze swoim współmałżonkiem lub z rodziną, ten postępuje „nieodpowiedzialnie", lecz kto zaniedbuje modlitwę w „komórce", ten lekceważy samego Boga.

Już na początku stwierdziliśmy, że przez modlitwę przychodzimy do naszego Ojca. A z Ojcem należy utrzymywać bliskie i pełne zaufania stosunki. Kochającemu Ojcu można wszystko powiedzieć. Jemu możemy się zwierzyć ze wszystkich naszych problemów, o których nie możemy rozmawiać z naszymi bliskimi. Nawet wówczas, gdy utrzymujemy należyty w stosunku do Niego, głęboki szacunek i należną Mu cześć, możemy przed naszym Ojcem w prosty sposób, bez wyszukanych wielkich słów wylać nasze serce przed Nim. Miłość obdarowuje nas szczerością, aby móc wejść do świętości. Również i nasze posłuszeństwo względem tego, co Bóg w czasie naszej modlitwy ma nam do powiedzenia jest w tym przypadku możliwe. A co do nas, to powinniśmy nauczyć się modlić takim głosem, który jest tylko słyszany przez nas samych. Wówczas nie ujdzie naszej uwadze żadna rzecz, którą pragniemy przedłożyć naszemu Ojcu.

Do tego więc potrzebna jest koniecznie cisza i odosobnienie. Nic poza tym nie powinno znajdować się w tej naszej „komórce". Nie chodzi o jakiś szczególny wygląd pomieszczenia, ale o odizolowanie się od zgiełku życia codziennego, o ten zewnętrzny i wewnętrzny spokój. Nie obowiązuje tutaj jakaś szczególna reguła, taka jak zamykanie za sobą drzwi na klucz, chociaż nieraz byłoby to nawet i potrzebne, aby nam nikt w danej chwili nie przeszkadzał z zewnątrz.

„Całkiem zwrócony do Boga, sam na sam z Bogiem, bez zakłóceń, przez nikogo nie zauważony" to jest sens tej „komórki" z Ewangelii Mateusza 6,6. Może się i tak zdarzyć, że samochód jest tą „komórką", gdy kierowca jedzie bez pasażera, a nawiasem mówiąc - pasażer może być przez kierowcą nie zauważony. Pragnę, aby ta wskazówka posłużyła wszystkim braciom i siostrom, starym i chorym, jako zachęta do tego, że oni spełniają wspaniałą służbę w tych swoich „jedynych w swoim rodzaju komórkach", w których tak często przebywają, gdyż wypełniają przez to tak ważną i pożyteczną służbę.


Wegweisung 1/88
Walter Wjst
Tłumaczył G. Giertier

Za zgodą czasopisma „Łaska i Pokój”.