Życie w cieniu teologii cierpienia Drukuj Email
wtorek, 12 kwietnia 2016 09:19

W latach sześćdziesiątych w pewnym szpitalu w Stanach Zjednoczonych miała miejsce ciekawa rozmowa pomiędzy dwojgiem młodych ludzi. Dziewczyna miała zaledwie siedemnaście lat i została sparaliżowana po niefortunnym skoku do wody. Chłopak był uczniem szkoły średniej.

Joni Eareckson zastanawiała się, gdzie był Bóg, kiedy skakała do wody. Wydawało jej się, że musiał być zajęty czymś innym, skoro nie uchronił jej przed tą tragedią. Wyobrażała sobie, że teraz, podobnie jak ona, jest przerażony tym, co się stało i zastanawia się, jak ułożyć dalej jej życie, by obrócić to dla niej w dobro a sobie – ku chwale. Steve chciał roztoczyć przed Joni zupełnie inną perspektywę. Zadał ciekawe pytanie: „Joni, czy Bożą wolą było, by Chrystus cierpiał?”. „Oczywiście, że to było Bożą wolą” – odpowiedziała bez namysłu Joni. „Ale przyjrzyjmy się śmierci Jezusa. Kto go wydał? Kto znęcał się nad nim? Torturował? Wyśmiewał się z niego i kpił? Kto go zabił?”

Chłopak zwrócił uwagę na ważną kwestię. Chrystus umierał z rąk grzesznych ludzi. Zazdrość, egoizm, nienawiść, chciwość, żądza władzy kierowały ludźmi, którzy doprowadzili do jego ukrzyżowania. Wydawało się, że Szatan triumfował, że zło unicestwi Jezusa. Jednak to wszystko było wpisane w Boży plan zbawienia. Zbawiciel przeszedł drogą cierpienia, aby umierając na krzyżu nas odkupić. Właśnie wtedy w szpitalu, prawie czterdzieści lat temu, Joni zrozumiała, że Bogu nic nie wymknęło się spod kontroli, kiedy wykonywała tamten niefortunny skok do wody. Jak to trafnie ujęła, w wielu wydarzeniach niebo i piekło biorą jednakowy udział: piekło dąży do zniszczenia nie zdając sobie sprawy z tego, że jego działania są wpisane w Boży plan, którego celem jest odkupienie i zbawienie. Scenariusze mające na celu zniszczenie, Bóg używa dla swoich własnych celów i planów. 

„Im bardziej jesteśmy uciśnieni, tym bardziej lgniemy do Boga. Im bardziej do Niego lgniemy, tym bardziej Go doświadczamy.” 

Dziś Joni jest przekonana, że właśnie takie życie i służba, były zaplanowane dla niej przez Boga. Nie tylko nie kłóci się z Bogiem o swoje położenie, ale wręcz otwarcie mówi o potrzebie zrozumienia „teologii cierpienia”. Czasami do naszego życia wkracza cierpienie i kiedy nasze serca krwawią, pytamy Boga, czy taka jest rzeczywiście Jego wola dla nas. Te pytanie zadają nie tylko ludzie, którzy są niepełnosprawni, cierpiący fizycznie, również ci, którzy mają złamane serca, zrujnowane domy, czują się samotni, bądź odrzuceni. Rozmowa ze Steve’em, uświadomiła Joni, że Chrystus poprzez swoje cierpienie odniósł zwycięstwo nad Szatanem i piekłem, tym samym wykupując nasze cierpienia – cierpienie nie służy już więcej zagładzie, ale naszemu odkupieniu ku zbawieniu i uświęceniu. Potrzebna jest śmierć naszego Ja, abyśmy mogli powiedzieć: żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus, aby w naszym życiu wypełniły się słowa: jeśli z Chrystusem umrzemy, z nim też żyć będziemy. Ta śmierć dokonuje się na krzyżu: Jezus powiedział: Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój, i niech idzie za mną. Bóg zezwala na złamane kręgosłupy, serca, domy, bo to właśnie nasze cierpienie wiedzie nas na Golgotę. Człowiek z własnej woli rzadko kieruje się pod krzyż – ani ciało, ani ludzkie instynkty go tam nie wiodą – prowadzi tam cierpienie. Kiedy w bezradności nie wiemy dokąd iść, idziemy pod krzyż. A Bóg chcąc dla człowieka tego, co najlepsze – jego zbawienia – prowadzi go właśnie do miejsca, w którym umierają marzenia, plany i nadzieje. Kiedy wszystko obraca się przeciwko nam, kiedy nie mamy już nic swojego, wtedy lgniemy do niego całym sercem. 

Bo kto by chciał życie swoje zachować, utraci je, a kto by utracił życie swoje dla mnie, odnajdzie je. Albowiem cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swojej szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za duszę swoją? Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego z aniołami swymi, i odda każdemu według uczynków jego. (Ew Mateusza 16:24-27)

Joni jest dla mnie wzorem. Jej postawa względem swojej sytuacji, cierpienia i niepełnosprawności niesamowicie mnie inspirują. Pozwolę sobie przytoczyć fragment jej przemówienia w Dallas Theological Seminary zatytułowanego „Theology of Suffering” (osoby znające język angielski zachęcam do zapoznania się z całością)1:

Być może przez mój wypadek diabeł chciał zniszczyć wiarę siedemnastoletniej dziewczyny. Może chciał dać innym powód do drwin z dobroci Boga. Może chciał oczernić Jego wspaniały charakter. Jednak Bóg sprawia, że plany diabła zawsze kończą się niepowodzeniem – Pan wykorzystuje je dla swoich własnych celów. Bożym planem było udaremnienie zamysłów diabła i przemienienie krnąbrnej, upartej, buntowniczej nastolatki w kobietę, która może odzwierciedlać trochę Jego cierpliwości, Jego wytrwałości i wytrzymałości, coś z Jego charakteru. Po 40 latach na wózku inwalidzkim mogę powiedzieć, ze moje cierpienie podźwignęło mnie z duchowego snu, sprawiło, że zaczęłam poważnie myśleć o panowaniu Chrystusa w moim życiu. Pomogło przekonać sceptyczny, cyniczny świat, że mój Bóg jest warty tego, by mu ufać i jestem mu lojalna bez względu na moje dolegliwości oraz niemoc. Uwidoczniło, że służba wśród niepełnosprawnych powinna odgrywać ważną rolę w kościele; że niebo jest prawdziwe, tak samo jak i piekło. Moje cierpienie uzmysłowiło mi, że są ważniejsze rzeczy w życiu niż chodzenie i posługiwanie się własnymi rękoma. Ale przede wszystkim uświadomiło mi, ze Jezus Chrystus, mąż boleści, zbawia i uświęca zawsze przez cierpienie. I najwspanialsze jest to, że wy nie musicie złamać swojego kręgosłupa, aby w to uwierzyć.

Zaufaj Panu z całego swojego serca  nie polegaj na własnym rozumie! Pamiętaj o nim na wszystkich swoich drogach, a On prostować będzie twoje ścieżki

(Przypowieści Salomona 3:5-6) 


Przypisy:

1. Joni Eareckson Tada "Theology of Suffering”:

 https://www.youtube.com/watch?v=ejbHemlrbU4