Strumienie na pustyni - 11 lipiec Drukuj Email
poniedziałek, 11 lipca 2016 00:00

Lecz po pewnym czasie wysechł potok, gdyż nie było deszczu w tym kraju. (1 Król. 17,7)

Tydzień za tygodniem, mężnie i nie upadając na duchu, Eliasz obserwował powolny ubytek wody w potoku Kerit. Być może nachodziły go pokusy zachwiania się w wierze przez niedowiarstwo, lecz on nie dopuszczał, aby zewnętrzne okoliczności stały się przegrodą między nim a Bogiem. Niewiara patrzy na Boga przez okoliczności, tak jak my czasem patrzymy na słońce przez powietrze nasycone dymem i wydaje się nam, że jest pozbawione swoich promieni. Wiara zaś stawia Boga między sobą a okolicznościami i patrzy na okoliczności przez Boga.

I tak zmniejszający się potok stał się srebrzystym strumykiem – następnie zaś srebrna nić zmieniła się w kałuże u podnóża skał, a potem i kałuże wyparowały. Ptaki odleciały, a dzikie zwierzęta, mieszkańcy lasów i pól, nie przychodziły więcej zaspokajać tam swego pragnienia – potok wysechł. Wtedy Pan przemówił do Eliasza: „wstań i idź do Sarepty, która należy do Sydonu ...”. Myślę, że większość z nas, na długo przedtem, zaczęłaby się niepokoić i obmyślać różne plany. Nasz śpiew umilkłby przy ostatnim dźwięku muzyki szemrzącego strumyka, swawolnie biegnącego po kamienistym korycie. Ogarnęłaby nas zaduma, a nasz umysł pogrążyłby się w ciemnych myślach. Z pewnością zaczęlibyśmy prosić Boga o błogosławieństwo dla planu, jaki obmyśliliśmy i udalibyśmy się w drogę, aby szukać innego schronienia.

Bóg często wyprowadza nas z naszych trudności dlatego, że litość Jego jest nieograniczona. Gdybyśmy tylko mieli cierpliwość czekać na urzeczywistnienie Jego planów, nigdy nie znaleźlibyśmy się w labiryncie zagmatwanych okoliczności i nie potrzebowalibyśmy ze łzami i wstydem odstępować od tego, co przedsięwzięliśmy sami. Czekaj, miej cierpliwość czekać!