Ucz innych modlić się Drukuj Email
Autor: Edwin i Lilian Harvey   
środa, 25 lipca 2012 02:00

„Jeden z uczniów rzekł do Niego: Panie naucz nas modlić się, jak i Jan nauczył uczniów swoich” (Łukasz 11:1)

Pragnieniem i celem apostołów było to, aby kościół się modlił. Nie zaniedbywali łaski ochotnego dawania. Nie byli nieświadomi miejsca, jakie zajmowała w życiu duchowym działalność religijna i praca.

Ale żadna z tych rzeczy, ani wszystkie razem, w ocenie apostołów i ważności nie mogły być porównane w ich konieczności i ważności z modlitwą. Używali najbardziej świętych próśb, najbardziej gorliwego zachęcania, największych słów pobudzających, aby skłonić do najważniejszego obowiązku i konieczności, jaką jest modlitwa. E.M. Bounds

W podróżach do innych krajów John R. Mott miał zwyczaj badania źródła duchowych przebudzeń, które przemieniały całe społeczeństwa. Zawsze, kiedy udało mu się dotrzeć do źródła, stwierdzał, że była nim modlitwa wstawiennicza. Mówi tak; „Słyszałem o człowieku, który spędzał trzy godziny dziennie w modlitwie wstawienniczej.”

Kiedy ktoś pytał go: „Jak możemy pomnożyć liczbę modlitw wstawienniczych?”, odpowiadał: „Kiedyś podawałem wiele punktów na ten temat, jak nakłonić ludzi do modlitwy, ale zdecydowałem, że jedynym sposobem, aby ich pozyskać jest ten, kiedy ja będę się modlił.” Wybrane

Przywódcy ludzi i ruchów dostrzegali ważność ćwiczenia się w modlitwie. D.E. Hoste, następca Hudsona Taylora, umieszcza tę potrzebę ponad wszystkie inne gałęzie i instrukcje.

„W związku z Domem Szkolenia przychodzi mi czasem taka myśl, czy ćwiczenie ich nie powinno zajmować bardziej zdecydowanego i ważniejszego miejsca w trakcie przygotowywania, w obliczu rosnącego nacisku na modlitwę i wstawiennictwo w tych częściach pola działania, gdzie było widoczne szczególne błogosławieństwo duchowe. Liderami musieliby być ci, którzy poprzez wiele doświadczeń, a nawet walk, zostali sami ochrzczeni prawdziwym i gorliwym duchem modlitwy.

„Czy nie powinno się uznać, że należy uczyć młodych wierzących praktyki modlitwy i wstawiennictwa, albo raczej rozwijać ją w młodych wierzących co najmniej tak, jak inne gałęzie życia, albo nawet więcej?

J. D. Drysdale, założyciel Misji Emmanuel i Szkoły miał taką samą wizję:

„Jeżeli chcę, żeby moja trzoda składała się z mężów i niewiast modlitwy, jako ich pastor muszę w tym przewodzić; apatia we mnie spowoduje apatię w nich. Spotkanie modlitewne w Zborze powinno być najwięcej uczęszczanym nabożeństwem w tygodniu i jeżeli tak jest, to Słowo głoszone w niedziele będzie odnosiło wielkie sukcesy. Wolałbym tysiąc razy nauczyć mężów i niewiasty modlić się, niż głosić kazania. Klasa homiletyki może ich uczyć jak się buduje kazania.”

J.H. Jowett, najbardziej bogobojny i żywy kaznodzieja podkreślał tę samą potrzebę: „Wolałbym raczej nauczyć jednego człowieka modlić się, niż dziesięciu głosić kazania.”

W autobiografii Hugh Redwooda wydrukowanej w „Bristol Fashion” pisze on, że kiedy się nawrócił, nikt nie zadał sobie trudu, aby go nauczyć jak się modlić i ocenił, że przez to stracił wiele lat, w których mógł być pożyteczny. Po latach odkrył na nowo Chrystusa poprzez modlitwę. Jakie książki mogłyby być napisane przez tego zdolnego dziennikarza, gdyby jakiś prosty wierzący człowiek przedstawił mu, jak ma przychodzić do Boga w modlitwie!

Niektórzy wołają: Więcej okrętów! Więcej broni! Więcej samolotów bojowych w powietrzu!

Ale mądry jest ten król, który nawołuje: Więcej modlitwy!

Pamiętaj, aniołowie używają tej starej metody -

Więc niech droga będzie wolna: Więcej modlitwy!

Jeden dzień nie wystarczy, aby sprostać wyzwaniom czasu;

Każda godzina życia musi widzieć - więcej modlitwy!

Ciągle na nowo Boże Księgi ogłaszają,

Najgłębszą potrzebą człowieka - więcej modlitwy!