Ewangeliczny pogląd na Święto Zmarłych (przypomnienie) Drukuj Email
wtorek, 01 listopada 2016 00:00

Każdego roku, na początku listopada, większość polskiego społeczeństwa odwiedza groby swoich bliskich zanosząc do Boga modlitwy w intencji ich ostatecznego oczyszczenia i zbawienia. Wydaje się jednak, że gdybyśmy przeprowadzili podczas tych kilku dni ankietę zawierającą pytanie o istotę i znaczenie tych tzw. świąt, większość nie umiałaby na nie odpowiedzieć. Tradycja jako tradycja, sama w sobie już dawno przesłoniła uzasadnienie, którym kieruje się jeszcze niewielka garstka tych, którzy modlą się za umarłych wierząc, że są w stanie im pomóc. Z drugiej strony ufają, że i zmarli, święci w szczególności, odpowiedzą na ich problemy w jakiś szczególny, namacalny sposób.

Gdy patrzy się na tego rodzaju wydarzenia i mniej lub bardziej zaangażowanych w to ludzi, nie można oprzeć się uzasadnionemu wrażeniu, że jest to smutny obraz, że to wszystko na nic. Ludzie bardziej modlą się za zmarłych niż za żywych. Wierzą, że mogą im pomóc, podczas gdy prawda jest całkowicie inna. Zmarłym pomóc już nie można!

Ich poświęcenie opiera się na tradycji, którą kiedyś podpierała i nadal podpiera nauka o czyśćcu. Za ich ślepą ufność odpowiedzialni są ci, którzy kiedyś popełnili błąd zastępując naukę biblijną swoją własną. Sprawdza się tu wypowiedź naszego Pana Jezusa Chrystusa, który powiedział: "Ślepi są przewodnikami ślepych, jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną" (Mat. 15:14). Tak było na początku, tak jest i teraz. A co mają na ten temat do powiedzenia autorzy tej fałszywej nauki? Zacytujmy tu dzieło, które w tej sprawie będzie najbardziej rzetelnym, Katechizm Kościoła Katolickiego. Na stronie 235 czytamy: "Komunia ze zmarłymi. Uznając w pełni tę wspólnotę całego Mistycznego Ciała Jezusa Chrystusa, Kościół pielgrzymów od zarania religii chrześcijańskiej czcił z wielkim pietyzmem pamięć zmarłych, a ponieważ święta i zbawienna jest myśl modlić się za umarłych, aby byli od grzechów uwolnieni (2 Mch 12, 45), także modły za nich ofiarowywał. Nasza modlitwa za zmarłych nie tylko może im pomóc, lecz także sprawia, że staje się skuteczne ich wstawiennictwo za nami".

Trochę dalej, na stronach 251-252 czytamy o czyśćcu: "Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni, chociaż są już pewni swego wiecznego zbawienia przechodzą po śmierci oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości nieba. To końcowe oczyszczenie wybranych, które jest czymś całkowicie innym niż kara potępionych, Kościół nazywa czyśćcem. Naukę wiary dotyczącą czyśćca sformułował Kościół przede wszystkim na Soborze Florenckim i na Soborze Trydenckim. Tradycja Kościoła opierając się na niektórych tekstach Pisma Świętego, mówi o ogniu oczyszczającym: "Co do pewnych win lekkich trzeba wierzyć, że jeszcze przed sądem istnieje ogień oczyszczający, według słów Tego, który jest prawdą. Powiedział On, że jeśli ktoś wypowie bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu, nie zostanie mu to odpuszczone ani w tym życiu, ani w przyszłym (Mt 12, 32). Można z tego wywnioskować, że niektóre winy mogą być odpuszczone w tym życiu, a niektóre z nich w życiu przyszłym" (św. Grzegorz Wielki, Dialogi, 4, 39 - przypis oryginalny). Nauczanie to opiera się także na praktyce modlitwy za zmarłych, o której mówi już Pismo Święte: "Dlatego właśnie (Juda Machabeusz) sprawił, że złożono ofiarę przebłagalną za zabitych, aby zostali uwolnieni od grzechu" (2 Mch 12,45).

Kościół od początku czcił pamięć zmarłych i ofiarował im pomoce, a w szczególności Ofiarę eucharystyczną, by po oczyszczeniu mogli dojść do uszczęśliwiającej wizji Boga. Kościół zaleca także jałmużnę, odpusty i dzieła pokutne za zmarłych: "Nieśmy im pomoc i pamiętajmy o nich. Jeśli synowie Hioba zostali oczyszczeni przez ofiarę ich ojca, dlaczego mielibyśmy wątpić, że nasze ofiary za zmarłych przynoszą im jakąś pociechę? Nie wahajmy się nieść pomocy tym, którzy odeszli i ofiarujmy za nich nasze modlitwy" (św. Jan Chryzostom, Homiliae In primam ad Corinthios, 41, 5 - przypis oryginalny).

Ponieważ Katechizm został zaaprobowany przez Jana Pawła II, wielu mogłoby jedynie przyklasnąć i powiedzieć, że tak na pewno jest, że tak być musi. A jednak, każdy ewangeliczny chrześcijanin czytając powyższe teksty widzi doskonale prawdziwe fundamenty tej nauki. Są nimi ludzie. To oni, w dawnych czasach przekręcili naukę Pisma i nieoświeconemu tłumowi przedłożyli do wierzenia coś, co wydawało się uzasadnione i potwierdzone autorytetem Kościoła. Niewiele się do dziś zmieniło. Jest na to wiele dowodów. Powoływanie się na tekst z Ewangelii wg św. Mateusza 12:32 jest czystym nieporozumieniem. Ten tekst nie mówi przecież o możliwości odpuszczenia grzechów "w życiu przyszłym". Nie mówi o modlitwie za zmarłych. Nie ma w nim nawet wzmianki, która uzasadniałaby wnioski Grzegorza Wielkiego (540-604). Ten tekst jest przestrogą i mówi wyraźnie, że "temu, kto by mówił przeciwko Duchowi Świętemu nie będzie odpuszczone ani w tym wieku ani w przyszłym". Nie będzie odpuszczone! Nie wolno wyciągać z tego tekstu innych niż ten wniosków.

Odwoływanie się do apokryfów (2 Mch - 2 Księga Machabejska) jest tradycyjnym zabiegiem Kościoła rzymskokatolickiego. Dlaczego? Dlatego, że natchnione księgi Biblii w żadnym miejscu nawet nie sugerują, ani nawet nie pozwalają mieć nadziei, że można modlić się za umarłych. Jeśli więc nie można było znaleźć w niej wyraźnych dowodów na poparcie swojej nauki, trzeba było wymyślić coś, co by ją obroniło. Ludzka nauka, ludzki argument. Nic więcej. Inny problem stanowi zdanie mówiące o ludziach, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie sąjeszcze całkowicie oczyszczeni, chociaż pewni zbawienia. O jaką łaskę tutaj chodzi? Nowy Testament mówi wyraźnie, że zbawienie jest z łaski przez wiarę (Efez. 2:8-9), że jest zbawieniem pewnym, a oczyszczenie z grzechów jest oczyszczeniem całkowitym (1 Jana 1:9). Nie ma żadnych wątpliwości, że jeśli ktoś jest rzeczywiście człowiekiem wierzącym, odrodzonym, odkupionym i usprawiedliwionym, jest nim i kropka (por. Jana 3; 6:47 i wiele innych). Moglibyśmy więcej o tym napisać, ale przejdźmy dalej.

Katechizm naucza, że Kościół "od początku" czcił pamięć zmarłych. Od jakiego początku? Jan Chryzostom żył w IV wieku (347-407). Z całą pewnością nie był to i nie jest początek Kościoła ani "zaranie religii chrześcijańskiej". Całą prawdę o tej nauce pokazują autorzy Katechizmu sami, wprost, stwierdzając, że naukę o czyśćcu sformułował Kościół "przede wszystkim" na Soborze Florenckim (1438-1445) i na Soborze Trydenckim (sesja XX, rok 1563). Czy można mieć jeszcze jakieś wątpliwości? Sądzę, że nie. Odwoływanie się do Pisma Świętego jest jego pogwałceniem. Odwoływanie się do tzw. tradycji, także nie jest najlepszym rozwiązaniem, bowiem nawet jeśli tradycja jest bardzo stara, nawet, jeśli pochodzi z IV wieku, a zaprzecza treści biblijnej, nic nie znaczy. Tradycja, dla nas chrześcijan ewangelicznych, nie posiada tej samej wartości, co Biblia. Biblia jest naszym jedynym autorytetem, nic innego.

Święto zmarłych, modlitwy za zmarłych, wstawiennictwo świętych i wszystko, co z tym jest powiązane traktować powinniśmy jako wielki błąd i oszustwo. To wcale nie oznacza jednak, że chrześcijanie nie powinni pamiętać o zmarłych. Powinni. Powinni szanować pamięć o nich. A jeśli byli chrześcijanami, naśladować ich wiarę (Hebr. 13:7). Ale, czym innym jest pamięć o człowieku, a czym innym modlitwa za niego lub do niego. Musimy pamiętać, że to nie zmarli są naszymi pośrednikami, lecz Jezus Chrystus (1 Tym. 2:5). Musimy pamiętać, że to nie zmarli wstawiają się za nami, lecz sam Duch Święty (Rzym. 8: 26). Taki jest nasz pogląd. Taki powinien być nasz stosunek do tej sprawy.

Przedruk z Głosu Ewangelicznego