Strumienie na pustyni - 11 października Drukuj Email
Autor: L.B.Cowman   
piątek, 11 października 2013 00:00

... jako umierający, a oto żyjemy... 2 Kor. 6, 9

Zeszłego roku w moim ogrodzie wiele miejsca zajmował klomb z astrami. Jak one pięknie kwitły! Dość późno je posadziłam. Po bokach otwierały się jeszcze świeże pąki, podczas gdy górne kwiaty już zaczęły wytwarzać nasiona. Nagle ochłodziło się i każdego ranka szron coraz bardziej pokrywał rośliny. Pewnego dnia zobaczyłam, że ten długi rządek piękna pociemniał, więc pomyślałam sobie: „ach, one nie wytrzymały chłodu; ich czas już minął, zginęły”, i ze smutkiem pożegnałam się z nimi. Już mi nie sprawiało przyjemności chodzenie do ogrodu i patrzenie na klomb; zbytnio stał się podobny do cmentarza. Ale przed paroma tygodniami, jeden z robotników zauważył, że wzdłuż całego klombu powschodziło mnóstwo nowych astrów. Z ciekawością popatrzyłam i oto na miejscu każdej rośliny, którą uważałam za zniszczoną przez zimne mrozy, pokazało się pięćdziesiąt nowych. Co spowodowały mrozy i ostre wiatry? Otoczyły moje kwiaty, zniszczyły je, pochyliły do ziemi, przycisnęły śnieżnymi zaspami i skończywszy swoje dzieło powiedziały: „Oto wasz koniec”. Ale na wiosnę, każdy korzeń wydał po pięćdziesiąt zmartwychwstanych świadków, które ożywszy, mogły powiedzieć: „Przez śmierć otrzymałyśmy życie”.

I tak, jak to bywa w królestwie przyrody, tak również dzieje się w Królestwie Bożym. Przez śmierć objawiło się życie wieczne. Przez ukrzyżowanie i grób, powstał tron i pałac Wiecznego Boga. Przez porażkę, przyszło zwycięstwo. Nie bój się cierpień i nie lękaj się, gdy bywasz zwyciężony! Ludzie nabywają mocy wtedy, gdy ich „powalają, a oni nie giną”; kiedy ich prześladują i niszczą, a oni pozostają wiernymi Bogu; w takich wypadkach jeden staje się podobny całemu pułkowi. Ci, którzy poddają się strachowi grożących okoliczności, lub bez sprzeciwu idą z prądem świata, mają krótki okres rozkwitania, niedługą chwilę postępu, a potem przychodzi koniec – koniec, który jest wieczny.