Świętość Drukuj Email
Autor: John Withe   
niedziela, 16 października 2016 00:00

Świętość musi obejmować również nasze najzwyklejsze codzienne sprawy.

Czy kiedykolwiek usiłowałeś łowić ryby w zanieczyszczonej rzece? Czy zdarzyło ci się wyciągnąć kiedyś na brzeg jakiś stary but, czajnik do herbaty lub zardzewiałą puszkę? Coś podobnego wyciągam, kiedy jako przynętę rzucam słowo ,,świętość'' w mroczne głębie mojego umysłu. Z przerażeniem stwierdzam, że ze słowem "świętość" mam takie skojarzenia:

  • szczupłość postaci
  • wymizerowanie
  • broda
  • sandały
  • długie szaty
  • kamienne cele
  • zaniechanie seksu
  • powstrzymywanie się od żartów
  • włosiennica
  • zimne kąpiele
  • posty
  • długie modlitwy
  • dzika skalista pustynia
  • wstawanie o 4 rano
  • czyste paznokcie
  • witraże
  • samoupokorzenie

Jest to dość dziwny spis. Niektóre z wymienionych skojarzeń sugerują, że świętość można osiągnąć jedynie w bolesnym i rygorystycznym procesie. Mimo to niektórzy kaznodzieje twierdzą, że twoje największe wysiłki okażą się daremne, ponieważ świętość jest darem od Boga i nie można jej zdobyć. Moje zestawienie nadaje sprawie nieco frywolności, chociaż nikt z nas nie chce lekceważyć świętości. Jeśli bowiem sposoby poszukiwania świętości przez ludzi wydawać się mogą śmieszne, powinniśmy raczej nad nimi zapłakać niż śmiać się.

Co więcej, ten zaśmiecony obraz świętości pochodzący z mojego umysłu wskazuje, że nasz pogląd o świętości jest nieprawdziwy. Weźmy na przykład takie punkty jak szaty, sandały, brody. Tak wyobrażamy sobie sylwetkę Chrystusa. I chociaż świadomi jesteśmy, że Jego szaty i broda niewiele mają wspólnego ze świętością, jednakże podświadomie wrzucamy je do wspólnego garnka. Jeśli wątpisz w to, co mówię, spróbuj przedstawić sobie Jezusa z wąsikiem, noszącego niebieskie dżinsy i jeżdżącego na rowerze. O ile należysz do większości przeciętnych ludzi, będziesz zaszokowany, chociaż możesz uświadomić sobie, że nie ma niczego niepobożnego w noszeniu dżinsów lub jeżdżeniu na rowerze. Nie istnieją także żadne moralne powody, dla których Jezus w dwudziestym wieku miałby się nie posługiwać obu tymi rzeczami.

Nasze paradoksalne reakcje są kluczem do ujawnienia sztuczności naszego myślenia o świętości oraz o Świętym Bogu. Bo choć w pewnym sensie świętość kojarzy się z czymś "całkowicie innym", to jednak z pewnością musi ona również obejmować nasze najbardziej zwykłe codzienne sprawy, by w naszym życiu całkowicie zlikwidować podział pomiędzy tym, co święte, a tym, co świeckie.

BÓG JEST ŚWIĘTY

Kiedy Biblia mówi o świętości Boga, o atrybucie, który bardziej niż jakikolwiek inny zdaje się wyrażać Jego istotę, wtedy na pierwszy plan wysuwają się dwie idee. Jedna z nich dotyczy oddzielenia i inności. Bóg jest całkowicie niepodobny do czegokolwiek, co możemy sobie wyobrazić lub co możemy znać. Jest nieskończenie większy i potężniejszy, a nadto jest całkowicie niepodobny do nas i do wszechświata, który stworzył. Choć stworzeni zostaliśmy na Jego podobieństwo i dzięki temu odzwierciedlamy Jego istotę, to jednak różnica jest tak wielka, że tworzy nieskończoną, przepaść pomiędzy tym, czym On jest, i tym, czym my jesteśmy. "Jestem, który jestem", mówi Bóg, "i nie ma niczego, do czego można by Mnie porównać".

Druga idea dotyczy moralności. Wspomniana wcześniej jakościowa odmienność uzupełniona jest pięknem etycznym i doskonałością moralną. Świętość Boga jest bowiem nie tylko całkowitym oddzieleniem od nieczystości, lecz przede wszystkim jest pozytywnym dobrem przekraczającym nasze jmożliwości pojmowania. Samo niebo w porównaniu z Nim jest nieczyste. A jednak właśnie to dobro i to piękno chce z nami dzielić. Chce, abyś był do Niego podobny.

Nigdy Go nie zrozumiesz, ale jesteś powołany do tego, aby Go poznać. Jesteś od Niego inny, lecz On chce dać ci te cechy, które najbardziej odróżniają cię od Niego. Zostałeś odkupiony, byś był oddzielony dla specjalnej służby dla Boga i uczestniczył w Jego doskonałości moralnej.

Poznanie Boga oraz udział w Jego świętości są ze sobą blisko związane. "Któż może wstąpić na górę Pana? I kto stanie na Jego świętym miejscu? Kto ma czyste dłonie i niewinne serce" (Ps 24, 3-4).

Jedynie czyste oczy są w stanie Go widzieć, a i to niewyraźnie. Jeśli Go zobaczysz choćby w jednym przelotnym błysku, podzieli się z tobą swoim pięknem, aby twoja twarz, jak twarz Mojżesza, zajaśniała chwałą.

Dobrze by było, gdybym mógł powiedzieć w tym rozdziale to, co mówiłem w innych fragmentach: pomiń, jeśli cię to nie interesuje. Jednakże świętość nie jest dla chrześcijanina czymś, co może pominąć. Nie jest pozostawiona do wyboru. Jest dla ciebie czymś najważniejszym. Przykazanie bowiem brzmi: "Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty". Choć przykazanie to może wydawać się niemożliwe do spełnienia, nie masz innego wyboru, jak tylko być mu posłuszny. "Taka jest bowiem wola Boża, uświęcenie wasze..." (1 Tes 4,3). Jesteś w tej sprawie pozbawiony możliwości dyskutowania. Wolą Bożą jest, abyś był święty, zatem musisz być święty (Rz 6,22; 12,1; Ef 1,4; 1 Tes 3,13; 4,7; 2 Tym 1,9; ,1 Ptr 1,15; 2,5; 2 Ptr 3,11).

POKÓJ A ŚWIĘTOŚĆ

A teraz odrobina teologii.

Kiedy stałeś się chrześcijaninem, Bóg nie tylko wybaczył ci grzechy, ale uczynił jeszcze więcej. On uczynił cię sprawiedliwym. On, sędzia żywych i umarłych, ogłosił - "Niewinny!" Teraz spogląda na ciebie i traktuje cię tak, jakbyś był doskonale sprawiedliwy. On nie oszukuje siebie co do twojej osoby. Chrystus, który odkupił cię swoją krwią, trzyma twoją rękę. "Ten jest mój!" - mówi Chrystus. "Zapłaciłem za wszystkie jego złe uczynki". "Dobrze!" - dochodzi odpowiedź z najwyższego tronu. "Wysłałem Cię, abyś cierpiał za takich, jak on. Niechaj więc będzie między Mną i nim pokój. Witaj, odkupione dziecię moje. Twoje grzechy zastają przysłonięte jak słońce przez grube chmury. Nie będę o nich więcej pamiętał".

Proces, dzięki któremu zostałeś uznany za sprawiedliwego i dzięki któremu ustanowiony został pokój między tobą i Bogiem, nazywany jest usprawiedliwieniem. "Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa" (Rz 5,1).

Bóg jednak nie tylko usprawiedliwił cię, ale uczynił coś więcej. On cię uświęcił. Nie poprzestał na uznaniu cię za człowieka sprawiedliwego, zaczął dzielić się z tobą Swoją świętością. "Nie ze mną" - możesz powiedzieć. "Chciałbym kiedyś osiągnąć świętość. Wiem jedno, że zostałem usprawiedliwiony. Twierdzenie zaś, że zostałem uświęcany, to zupełnie inna sprawa". A jednak Pismo Święte podkreśla obydwa te elementy. Są to dwie strony tego samego medalu. Jeśli nie zdołasz pojąć ich bliskiego związku, nie będziesz mógł cieszyć się ani pokojem z usprawiedliwienia, ani radością i wolnością z uświęcenia. Rozdzielanie tych dwu elementów oznacza ich okaleczenie. Rozważ następujące wersety.

Do Zboru w Koryncie, pełnego pychy i kompromisów, Paweł pisze: "Ale wy dzięki Niemu jesteście w Chrystusie Jezusie, który stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem..." (1 Kor 1,30). Podobnie: "A za nich" - powiada Jezus - "Za nich poświęcam (w ofierze) siebie samego, aby i oni byli poświęceni w prawdzie" (Jn 17,19). "... Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy go kąpielą wodną przez Słowo..." (Ef 5,25-26). "...Dał samego siebie za nas, aby nas wykupić od wszelkiej nieprawości i oczyścić sobie lud na własność, gorliwy w dobrych uczynkach" (Tyt 2,14). "On grzechy nasze sam na ciele swoim poniósł na drzewo, abyśmy obumarłszy grzechom, dla sprawiedliwości żyli..." (1 Ptr 2,24). Zauważ, jak blisko związane są uświęcenie, odkupienie i usprawiedliwienie. Nie ma tu żadnej oznaki rozdzielenia. Przejrzyj te wersety raz jeszcze, aby się o tym upewnić. Rozdzielenie to istnieje tylko w umysłach chrześcijan, a nie na stronicach Pisma Świętego. Kościół w liście do Hebrajczyków określany jest jako "...ci, którzy bywają uświęceni...", a Chrystus jako "...Ten, który uświęca..." (Hbr 2,11).

Być może, nie zwróciłeś uwagi na moją definicję uświęcenia. Bóg, uświęcając cię, uczynił dwie rzeczy. Przez działanie Ducha Świętego oddzielił cię dla swojego wyłącznego użytku. Ponadto, zainicjował w tobie proces, by cię przygotować do owego Bożego użytku. Przez Ducha Świętego zaczął czynić z ciebie świętą osobę.

Najbardziej poruszającą książką o świętości, na jaką się kiedykolwiek natknąłem, była "Boża droga świętości' napisana przez Horacja Bonara. Oto fragment z przedmowy do tej książki.

Droga pokoju i droga świętości biegną tuż obok siebie, albo raczej są one jedną drogą. Ten, który daje pokój, daje i świętość. Zaś ten, kto bierze jedno z nich, bierze i drugie. Duch pokoju jest Duchem świętości. Bóg pokoju jest Bogiem świętości.

Jeśli kiedykolwiek drogi te zdają się rozchodzić, to znaczy, że jest coś złego. Coś złego w nauce, która stara się je rozdzielać lub coś złego w stanie człowieka, w którego życiu drogi te rozchodzą się.

Drogi te mają wspólny początek, albo przynajmniej są tak blisko siebie, że żadne oko, z wyjątkiem Bożego, nie jest w stanie ich odróżnić. Właściwie jednak pokój poprzedza świętość i jest jej rodzicem. To jest tym, co teologowie nazywają naturalną kolejnością, choć nie dotyczy to czasu, a oznacza, że różnica w tak niemal identycznych początkach jest na tyle mała z punktu widzenia czasu, że człowiek nie może jej dostrzec. Jednak z tego powodu nie jet mniej rozróżniania czy mniej rzeczywista.

Te dwie drogi są niezależne. Między nimi istnieje wspólnota, wspólnota żywotna. Każda z nich jest pomocą dla drugiej ... pokoju nie da się pominąć w tworzeniu świętości, zaś świętość jest niezbędna do podtrzymywania i pogłębiania pokoju. Ten, kto twierdzi, że posiada pokój, podczas gdy żyje w grzechu, jest "kłamcą, i nie ma w nim prawdy". Ten, kto uważa, że jest w nim świętość, choć nie ma w nim pokoju, powinien się zastanowić, czy właściwie rozumie, co Biblia mówi o pokoju i świętości.

Przez wiele lat borykałem się z problemem, w jaki sposób mogę żyć życiem świętym. Uczęszczałem na rozmaitego rodzaju konferencje o życiu duchowym w różnych krajach, gdzie otrzymywałem sprzeczne porady i rozmaitego rodzaju doraźną pomoc. Przeczytałem każdą, możliwą do zdobycia książkę o "życiu zwycięskim". Zdawało mi się często, że dokonałem zasadniczego zwrotu w moim życiu i że ostatecznie znam sekret uświęcenia. Nie mogłem jednak dłużej kurczowo trzymać się sekretu, tak jak nie mogłem złapać promyka słonecznego do kieszeni. W kilka dni po wykonaniu ostatniego zakrętu na tej drodze powtarzałem sobie słowa, w których zaklęta była drogocenna mądrość, ale tylko po to, by stwierdzić, że nie wywierają już one na mnie takiego wpływu. Powietrze wyleciało z sykiem z nadmuchanego balonika. "Prawda" spłaszczyła się, stała się nieświeża i nieprzydatna.

Być może pozostałbym zadowolony, gdyby jedynym rezultatem tego wszystkiego we mnie było smętne zaakceptowanie tego, co się zdarzyło. Jednakże utraciłem swój pokój. Wiedziałem, że jestem chrześcijaninem, a mimo to byłem zdruzgotany poczuciem winy i niepowodzenia. Jak Bóg może być zadowolony lub jak może zaakceptować kogoś, kto nagrzeszył tyle, co ja?

W okresie mojej misjonarskiej działalności pewien powtarzający się sen symbolizował mój konflikt. Widziałem w nim siebie otoczonego stertami książek medycznych, w nocy przed moim końcowym egzaminem. Lekturę większości z nich zawsze odkładałem na później, natomiast teraz, we śnie, zawzięcie je wertowałem, próbując przyswoić sobie w ciągu jednej nocy całą wiedzę, której powinienem się uczyć latami. Otworzyłem ze trzy lub cztery książki, a dziesiątki innych pozostało nietknięte. Przygniatała mnie rozpacz. Walczyłem z duszącym uczuciem klęski i budziłem się spocony, drżący i przygnieciony.

Tym, czego nie potrafiłem w tamtych latach pojąć, była wzajemna bliska relacja pokoju i świętości (lub usprawiedliwienia i uświęcenia), o której pisze Bonar. Czasami w trakcie lektury Nowego Testamentu przedzierało się światło, lecz czytane fragmenty nie odciskały się trwale w moim umyśle. Dopiero w późniejszym okresie życia odkryłem ze zdziwieniem, że uświęcenie wywodzi się z usprawiedliwienia, że świętość pochodzi od pokoju oraz że rozdzielanie tych dwu elementów jest ich niszczeniem.

Zmarły już biskup Ryle ujął to nawet mocniej. "Oba elementy [pokój i świętość] powinny znajdować się w tych samych osobach. Ci, którzy są usprawiedliwieni, są też uświęceni, zaś ci, którzy są uświęceni, są zawsze usprawiedliwieni. Bóg połączył te elementy i nie można ich rozdzielać. Oba zaczynają się w tym samym czasie. W chwili, kiedy dana osoba zaczyna być usprawiedliwiana, zaczyna także być uświęcana. Człowiek może tego nie odczuwać, ale to jest faktem".

Pozwól, że wyjaśnię, jak zasada ta działa w moim własnym życiu. Choć wiedziałem dzięki mojemu umysłowi, że zostałem usprawiedliwiony przez wiarę, to jednak rzadko wiedza ta przynosiła mi korzyść. Brnąłem przez życie przygnieciony ciężarem winy. Nie miałem często serca do spełniania zwykłych obowiązków chrześcijańskich (chociaż w znacznej mierze wiernie je wykonywałem) z powodu przygniatającego poczucia wielkiej niemożności uporządkowania mojego życia. Jak mogę wyznawać swój grzech setki razy? Gdzie jest moja szczerość? Moja sytuacja zdawała się być beznadziejna, mimo że kilka razy przeszedłem przez "przeżycie uświęcające", oddałem siebie całego Chrystusowi, oparłem się na Nim, oddawałem się Duchowi Świętemu i zaufałem Bogu, by mógł we mnie dokonać tego, czego ja sam nie potrafiłem.

Konflikt ten przedstawiłem po części we fragmencie: "Zwycięstwo w walce z diabłem" (CHN 5/87). Zaczęło mi się rozjaśniać, gdy uświadomiłem sobie w głębi mojego ducha, że doznałem przebaczenia, oczyszczenia, zostałem zaakceptowany i usprawiedliwiony z powodu tego, co Chrystus uczyni! dla mnie, a nie dlatego, że tak bardzo tej sprawie się oddałem. Głosiłem ewangelię niechrześcijanom .przez dwadzieścia pięć lat, ale nigdy nie zakosztowałem tej prawdziwej słodyczy. I nagle jakby przyszedł świt. Nagle ulga w postaci świadomości, że mi przebaczono i jestem umiłowany, zdjęła ciężar z mego ducha. Stwierdziłem, że zostałem uwolniony. Uwolniony, by być świętym. Ku memu zdziwieniu odkryłem, że chcę żyć życiem świętym bardziej niż grzeszyć. Przebaczenie uwolniło mnie, bym mógł czynić to, czego najbardziej chciałem.

Nie mogę powiedzieć, że od tamtej pory moje życie jest bezgrzeszne. Teraz jednak, gdy ogarnia mnie poczucie winy, powracam do krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa. Idę bez wstydu. Nie walczę o to, by doznać uczuć lub osiągnąć wymagany stopień pobożności. Wiem, że pokój i przebaczenie nie zależą od poczucia pobożności, lecz od Chrystusa i od tego, co On uczynił. Na ile zdolny jestem przez wiarę chwalić Boga za Chrystusa i Jego skończone dzieło, na tyle na nowo czuję się uwolniony do życia w świętości. Nie mogę powiedzieć, by poprzednie nauki były niewłaściwe, jednak nigdy przedtem nie dotarły one do sedna mojego problemu.

Nie doszedłem oczywiście do doskonałego uświęcenia, ale rozpocząłem trwały proces uczenia się. Najchętniej porównuję go do nauki żeglowania. Wspomniałem już o naszym małym "Laserze", łódce, która sunie po wodzie jak ptak (i wywraca się w mgnieniu oka).

Pływamy w niej po jeziorze, gdzie często wieją porywiste i silne wiatry. Pewnego dnia miałem aż dziesięć wywrotek. Ale ciągle się uczę. Przypomina to czasem naukę jazdy na rowerze podczas trzęsienia ziemi, a mimo to jakoś zaczynam działać w harmonii z wiatrem, wodą i żaglem. Kiedy wypadnę za burtę, a łódka się wywraca, stawiam łódkę, włażę na nią i ponownie płynę dalej. Od stóp do głów jestem pokryty sińcami, ale co mi tam. Staję się żeglarzem.

W ten sam sposób uczę się świętości. Kiedyś przychodziłem pod krzyż ze wstydem i w pokorze. Uniżenie to zawierało w sobie wiele zarozumiałości. Teraz przychodzę tam z przyjemnością. Jest to podstawowy element życia w świętości. Teraz, posiniaczony i zasapany, wdrapuję się na pokład postawionej łodzi i płynę dalej, chwaląc mojego Odkupiciela. Uczę się żeglować. Uczę się być świętym.

Wpływa na mnie nowa świadomość Bożej łaski i współczucia. Nie czyni to wprawdzie grzechu mniej grzesznym, ale zmieniło całą moją postawę wobec przekonania o grzechu. Poprzednio, kiedy przychodziło przekonanie o grzechu, reagowałem rozczarowaniem i zniechęceniem. Teraz chwalę Boga. "Dzięki Ci, Panie za to, co mi powiedziałeś" - tak wygląda moja pełna wdzięczności i spontaniczna odpowiedź. "Jak dobrze, że ciągle do mnie mówisz". Odkryłem, że Duch Święty jest jak instruktor żeglarski, który szybko wytyka błędy, by uczeń szybciej mógł się nauczyć żeglowania i rzadziej wywracał łódź. Co więcej, łaska przekonywania o grzechu przez Ducha Świętego czyni ciągłą społeczność z Nim łatwiejszą. On mnie przekonuje o grzechu nie po to, aby potępiać, lecz abym z powrotem do Niego wracał. To składa się na nieustanną wspólnotę z Bogiem i jest to nieopisanie cenne. Mogę o Nim nie pamiętać przez wiele godzin, ale gdy sobie przypominam, zdumiewam się, że nadal idzie ze mną i że na powrót wprowadza mnie we wspólnotę pełną miłości.

Jeśli nadal masz jakieś wątpliwości dotyczące bliskiego związku pomiędzy usprawiedliwieniem i uświęceniem, weź pod uwagę poniższe fakty:

1. Gdy zostałeś usprawiedliwiony, pewne rzeczy po raz pierwszy wydały ci się być grzechem. Zaczęło się uświęcanie. Wpłynęło to na twoje moralne postrzeganie.

2. Zapewne, wkrótce po swoim nawróceniu, odkryłeś, że przez pewien czas łatwiej pokonywałeś pokusę. Będąc wyzwolony od poczucia winy, zostałeś uwolniony, by żyć w czystości.

3. Doznając usprawiedliwienia, poczułeś nowe pragnienie sprawiedliwości i czystości oraz silniejszą skłonność, by postępować zgodnie z nimi. Stało się tak, ponieważ zaczęło się twoje uświęcanie.

Tym, czego się nie spodziewałeś po tak pomyślnym początku, była gorąca walka i przerażające niepowodzenia, które nadeszły później. Nie pojmowałeś, charakteru tej walki, bo nie zdawałeś sobie sprawy z tego, że Duch Święty i twoje grzeszne tendencje: nigdy nie osiągną kompromisu.

Zostałeś usprawiedliwiony i uświęcony. Pozostaje kwestia: Co było niewłaściwe w procesie uświęcania?' Jak można go odnowić?

KRYZYS CZY WZROST?

Całe życie składa się z kryzysów i okresów wzrostu. Narodziny to kryzys. Odstawienie od piersi matki - to też kryzys. Okres dojrzewania, małżeństwo i pierwsze dziecko - to wszystko są kryzysy, dzielące długie okresy mniej spektakularnego rozwoju.

Także uświęcenie ma swoje kryzysy. Są chwile nowego spojrzenia na te sfery życia, które potrzebują oczyszczenia przez Ducha Świętego, chwile jaśniejszego spojrzenia na możliwość współpracy z Bogiem w odbywającym się dziele uświęcenia.

Jednakże nie wszystkie kryzysy w życiu chrześcijańskim pochodzą od Boga. Niektóre wywoływane są przez kaznodziejów, a inne znów są nieprawdziwe. Jasno musimy więc zrozumieć jedno: nie ma kryzysu (z wyjątkiem kryzysu nawrócenia chrześcijańskiego), który może spowodować uświęcenie. Zacząłeś być uświęcany, kiedy uwierzyłeś w Chrystusa. Właśnie wtedy Bóg oddzielił cię dla swego szczególnego celu. Również zapoczątkował w tobie proces przygotowania do służby oraz proces udzielania ci świętości.

Może się zdarzyć, że proces ten, z powodu twojej niewierności lub niewłaściwego zrozumienia, może zostać zahamowany. Jeśli tak, to za opóźnienie Bóg nie ponosi winy. Duch Święty jest gotów kontynuować swoją pracę. Nie musisz czekać aż znajdziesz się na specjalnej konferencji. Otwórz teraz list do Rzymian 12,1-2:

"Wzywam was tedy, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu, bo taka powinna być duchowa służba wasza. A nie upodobniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe."

Dlaczego konieczne jest, byś składał swoje ciało na ofiarę? Dlatego, że chociaż Bóg stworzył twoje ciało i jest jego właścicielem i stwórcą, i chociaż odkupił je, nigdy nie będzie cię zmuszał do oddania Mu twego ciała. On ma ku temu wszelkie prawo, pragnie jednak, byś dał Mu je dobrowolnie. Teraz. Jako akt swojej woli. Bóg chce także, abyś stale pamiętał, że twoje ciało należy do Niego i abyś zgodnie z tym postępował.

Jeśli w pośpiechu życia twoje stare przyzwyczajenia myślowe znów dadzą o sobie znać i zapomnisz, nie trać czasu na narzekanie nad swoim niepowodzeniem, lecz powiedz: "Dzięki Ci, Panie, za przypomnienie. Moje ciało należy do Ciebie i możesz z nim uczynić, co zechcesz. Wybacz mi moje niedociągnięcia - dopóki będę w ciele, zawsze przecież będę oddalony od Ciebie". W takim oddaniu swojego ciała musisz oddać również swój czas, swój rozum, wolę i wszystko, co tylko masz. Musisz także otworzyć swoją istotę, o czym pomówimy później, abyś był napełniony Duchem Świętym.

Czyniąc to, nie czynisz niczego epokowego. Twoje ciało zawsze należało do Niego. Lecz teraz Bóg przez Ducha Świętego podejmie na nowo proces uświęcania tam, gdzie go pozostawił.

"Nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie".

Przemiana nie jest sprawą jednego dnia. Potrzeba na nią całego życia. Zapewniony jest dzięki temu ciągły wzrost uświęcania. Dlatego strzeż się książek i nauk, które prezentują "jeden prosty sekret zwycięstwa lub uświęcenia". W procesie tym nie ma niczego tajemniczego. Książka taka rzeczywiście może oferować coś pomocnego. Ale nic - żadna wiara, żadne poddanie się, żadne "wypuszczenie z rąk i pozwolenie Bogu" - nie jest w stanie rozpocząć w tobie procesu uświęcenia. A żaden sekret nie może dokonać tego dzieła w ciągu jednego dnia. Jeśli jesteś chrześcijaninem, proces ten już się zaczął. Z punktu widzenia Boga, zostałeś już "oddzielony" dla Jego świętej służby. A Duch Święty bardzo pragnie kontynuować w tobie proces przygotowania ciebie do tej służby.

DZIEŁO BOŻE CZY DZIEŁO TWOJE?

W poprzednim podrozdziale użyłem wyrażenia "wypuść z rąk i pozwól Bogu" (albo "wypuść, niech Bóg"). Jest to frazes nieokreślonego pochodzenia. Podobno pod koniec dziewiętnastego wieku pewien student umieścił w swoim pokoju sześć kartek pocztowych. Na każdej z nich była jedna litera; razem tworzyły one napis: "Niechaj Bóg" [albo "Pozwól Bogu"]. Przeciąg zdmuchnął ostatnią literę, dzięki czemu powstał zwrot "wypuść". Podobno w ten sposób ten student odkrył sekret, że przez wypuszczenie z rąk własnego życia pozwala się Bogu kierować życiem.

Dla wielu ludzi zwrot ten okazał się bardzo pomocny. Niemniej nadal stoją oni przed poważną kwestią świętości, co do której nie ma zgody wśród chrześcijan. Niektórzy traktują świętość jako dzieło Boże, do którego chrześcijanin nie może się nic przyczynić. Moim zdaniem jako chrześcijanina jest wyrzeczenie się samokierowania. Jego dziełem zaś jest działanie przeze mnie. Moje wysiłki na drodze do świętości będą bezowocne. We mnie, to znaczy w moim ciele, nie ma niczego dobrego, dlatego ja nie mogę wnieść żadnego wkładu. Pokładam więc zaufanie, czyli polegam na Jego dobroci. Nie walczę o to, bym mógł opanować swój gniew, ale pozwalam, by Chrystus panował nad moimi uczuciami. Mówię wraz z Pawłem: "Nie ja, lecz Chrystus". Czuję się jak kapitan na morzu, który do tej pory stał za sterem swego życia, a teraz Ktoś Inny ma go przejąć. Nawet wiara widziana jest jako bierność woli, odpoczynek i spokój, a nie jako zdobywanie i przywłaszczanie sobie.

Nazywam ten pogląd na świętość pasywnym w przeciwieństwie do tego, co można nazwać poglądem aktywnym, który inspiruje chrześcijanina do "zmagania się, walki i modlitwy".

Zwolennicy aktywnego działania podkreślają coś, co nazywają "środkami łaski". Poddanie się może być dobre, ale nie zwalnia ono od czujności i modlitwy, rozmyślania nad Pismem Świętym, wspólnoty z innymi wierzącymi, wysiłku "trwania w dobrych uczynkach", świadomych wysiłków unikania grzechu oraz od aktywnego wypełniania obowiązków chrześcijańskich.

Rozmawiając ze zwolennikami obu tych poglądów, będziesz zdumiony widząc, że potrafią oni dawać przekonujące i szczere świadectwo błogosławieństw, jakie otrzymali w wyniku praktykowania zasad, które zdają się być sprzeczne. Wszyscy zgadzają się co do tego, że wiara jest najważniejsza. Wszyscy zgadzają się, że same wysiłki ludzkie są bezowocne i że moc do życia w świętości musi pochodzić od Boga. Wszyscy zgadzają się co do tego, że podstawą uświęcenia jest interwencja Boga we wcieleniu, śmierci, zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Jego Syna, Jezusa Chrystusa, oraz że pomoc otrzymuje się przez Ducha Świętego, który wprowadza wierzącego w jedność z Chrystusem. Jednakże, poza zgodnością w stwierdzeniach ogólnych, używane słowa i wyrażenia bywają zagmatwane i sprzeczne.

Istnienie zamieszania i trudności nie powinno nas zatem dziwić. Przede wszystkim sam Nowy Testament zdaje się wyrażać obydwa wspomniane poglądy. "Zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem", pisze Paweł do Filipian, najwyraźniej prezentując aktywny pogląd na życie chrześcijańskie. Jednak, nie zatrzymując się, kontynuuje: "albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z (Jego) wolą" (Flp 2 ,12-13, B.T.) W oparciu jedynie o drugą część zdania mógłbyś sądzić, że chrześcijanin powinien pozostawać pasywny w rękach Boga, który działa aktywnie w człowieku. Zwróć też uwagę, że Bóg nie tylko wpływa na człowieka, by wykonywał to, czego On chce. Bóg właściwie podejmuje w człowieku decyzję, to znaczy powoduje, że człowiek chce.

Dla Pawła jednak nie ma żadnej sprzeczności pomiędzy jednym i drugim. Mamy działać, ponieważ Bóg w nas działa. Nowy Testament konsekwentnie prezentuje zarówno to, co nazwałem pasywnym, jak i aktywnym podejściem do świętości, nie akcentując pomiędzy nimi sprzeczności.

Zanim przyjrzymy się Pismu Świętemu, powinniśmy sobie uświadomić, że zajmujemy się jedną z wielkich jego tajemnic, tajemnicą współdziałali i a woli ludzkiej z wolą Bożą. Wspaniałe dzieło uwolnienia człowieka od grzechu, które czyni ciebie kimś niezwykłym, obejmuje zarówno działanie Boga, jak i człowieka. Problem zaczyna się wówczas, gdy zaczynamy rozgraniczać, gdzie kończy się dzieło Boże, a zaczyna ludzkie. Dobrze znany hymn opisuje doświadczenia poety jako swoisty postęp uświęcania.

W pierwszej zwrotce wyznaje on, że kiedyś było tak: "Wszystko z siebie, a nic z Ciebie (Boże)". W środku hymnu mówi: "Po części z siebie, a po części z Ciebie". A dalej: ".Mniej z siebie, więcej z Ciebie". Zaś w ostatniej zwrotce poeta osiąga stan, w którym mówi: "Nic z siebie samego, ale wszystko z Ciebie".

Nie polemizuję z treścią tego hymnu. Jeśli przy pomocy słowa "siebie" poeta mówi o swojej własnej buntowniczej woli, o swojej bezsensownej walce, by uczynić swoimi siłami to, co uczynić może jedynie Bóg, lub o swojej determinacji, by zachować dla siebie jakąś sferę życia, w której Bóg nie byłby królem, to jego hymn powinien śpiewać każdy z nas. Wydaje mi się jednak, że dzieło Boże i moje dzieło nie powinny ze sobą współzawodniczyć, ale trwać w harmonii. Ja działam, ponieważ On działa. Ja walczę, bo we mnie walczy Jego Duch. Walczę z wrogiem mojej duszy, bo Bóg walczy we mnie i przeze mnie. To walka Boga, ale i moja. Im bardziej jest to Jego walka, tym prawdziwiej jest moja.

Jednym z kluczowych zwrotów pasywnej nauki o uświęceniu jest słowo "poddanie się". Tylko w jednym miejscu Nowy Testament zaleca nam, byśmy poddali się Bogu. W liście do Rzymian 6, 13-19 zwrot ten pojawia się kilka razy. Bibliści zapewniają jednak, że nawet w tym miejscu słowo to nie tyle oznacza pasywne pozostawanie w rękach Boga, ile raczej postawienie siebie do dyspozycji jako oddanych na służbę Bogu.

Czy w zaleceniu Pawła w dalszej części listu do Rzymian zawarta jest jakaś zachęta do pasywności?

"Miłość niech będzie nieobłudna. Brzydźcie się złem, trzymajcie się dobrego. Miłością braterską jedni drugich miłujcie, wyprzedzajcie się wzajemnie w okazywaniu szacunku. W gorliwości nie ustawając, płomienni duchem, Panu służcie. W nadziei radośni, w ucisku cierpliwi, w modlitwie wytrwali; wspierajcie świętych w potrzebach, okazujcie gościnność" (Rz 12,9-13).

Oczywiście, nikt z nas nie może być posłuszny tym nakazom bez mocy Ducha Świętego. Jednak poddanie się Duchowi Świętemu polega na posłuszeństwie wobec nakazów Ducha Świętego przez wiarę i w mocy Ducha.

W jaki sposób zdobywamy przymioty świętego charakteru? Czy czekając? Czy może, działając? Zwróć uwagę na ten dziwny paradoks na początku drugiego listu Piotra. Rozpoczyna on od przekazania nam prawdy, że Bóg dał nam "... drogie i największe obietnice, abyście przez nie stali się uczestnikami Boskiej natury..." (2 Ptr 1,4). To wszystko jest z Boga. A Bóg dał nam całego Siebie.

Cóż zatem mamy czynić? Czy mamy polegać na obietnicach i poddawać się wewnętrznej Bożej naturze? Piotr bowiem mówi dalej:

"I właśnie dlatego dołóżcie wszelkich starań i uzupełniajcie waszą wiarę cnotą, cnotę poznaniem, poznanie powściągliwością, powściągliwość wytrwaniem, wytrwanie pobożnością, pobożność braterstwem, braterstwo miłością" (2 Ptr 1,5-7).

Użyj wszelkiej dostępnej ci mocy, aby dobrze wykorzystywać dary Boże!

Wyjaśnijmy to do końca, żeby nie było nieporozumienia. Bez pomocy mieszkającego w nas Ducha Świętego nasze wysiłki okazałyby się bezowocne. Nic dobrego nie mogłoby się zrodzić z naszych zepsutych i grzesznych serc. Zastaliśmy jednak odkupieni i jesteśmy uświęceni. Zostaliśmy oddzieleleni do służby Bożej. Zgódźmy się zatem z Bogiem w tej sprawie. Jeśli poddanie się ma oznaczać kłanianie się Mu jako królowi, to dzień po dniu, godzina po godzinie oddawajmy się każdą częścią naszej istoty Jemu w hołdzie. Niechaj żadna z części naszego życia nie służy samolubnym interesom i ambicjom. Czyniąc tak, przywdziejmy całą zbroję Bożą i dzięki cudownej sile wydajmy wojnę wszystkiemu, co złe w nas samych i dokoła nas.

DUCH ŚWIĘTY

Ludzie, rozmawiając o roli Ducha Świętego w uświęcaniu, popadają w zamieszanie i spierają się. Zaczynają rozmowę z uśmiechem, pełni radości, dając w ten sposób wyraz temu, co Duch Święty dla nich oznacza. Kiedy jednak pojawi się jakaś różnica zdań, zauważyć można pewną subtelną zmianę. Uśmiechy wprawdzie pozostają, ale są jak gdyby zmrożone. Ocukrzone słowa zaczynają wyrażać coraz bardziej wrogie nastawienie. Można odczuć zakłopotanie i smutek rozmówcy, widząc, jak uśmiechnięte usta wylewają z siebie pozornie gładkie obelgi. Wkrótce uśmiechy całkiem znikają. Potem następują słowa - "herezja", "wielkie zniekształcenie prawdy Pisma Świętego", "zdaje mi się, że nie masz najmniejszego pojęcia o podstawowych zasadach..." i tak dalej.

Nie jestem w stanie kilkoma zdaniami streścić nawet mojej ograniczonej wiedzy o doktrynach na temat Ducha Świętego, a cóż dopiero wyjaśnić, na czym polegają różnice pomiędzy poszczególnymi poglądami. Lecz chciałbym wspomnieć o dwu prostych faktach, które nie muszą zyskać powszechnej aprobaty, a mogą nam natomiast pomóc w zrozumieniu sprawy.

Dawni purytanie zwykli rozróżniać pomiędzy darami, działaniami oraz łaskami Ducha Świętego. Według nich, dary i działania Ducha Świętego łączyły się z Bożym dziełem tutaj na ziemi. Dzięki szczególnym działaniom przez pewnych ludzi oraz dzięki ubogacaniu ich darami duchowymi, Bóg wypełniał w tym świecie swoją królewską wolę. Owi purytańscy pisarze, jak Owen, akcentowali fakt, że takie działania i dary otrzymywali nie tylko słudzy Boży w Starym Testamencie ani nie tylko nowo narodzeni chrześcijanie Nowego; Testamentu. Wszechmocny Bóg, Bóg w pełni wolny, może przez swojego Ducha posłużyć się każdym, kim tylko zechce.

Idea ta stanowi dla ewangelików dwudziestego wieku prawdziwy szok. Interpretują oni bowiem fakt, że są "używani przez Boga" jako nagrodę dla cnotliwych i pobożnych. Biblia jednak zdaje się popierać pogląd purytanów. Pamiętamy zapewne, jak raz lubi dwa uczniowie uskarżali się Jezusowi, że inni ludzie, którzy nie byli Jego uczniami, czynili cuda w Jego imieniu. Jezus ostrzegał swoich naśladowców, by nie przeciwstawiali się temu dziełu. Zapewnił ich, że czyniący cuda nie współzawodniczą z Nim, ale są po Jego stronie. Niemniej Jezus ostrzega:

"Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie,, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie. W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie" (Mt 7,21—23).

Okazuje się zatem, że można prorokować, wyrzucać złe duchy, dokonywać cudów i wszystko to czynić - przez Ducha Świętego, a jednak nie czynić tego zgodnie z wolą Bożą. Próbą więc prawdziwego sługi Bożego nie jest zdolność czynienia cudów, lecz posłuszeństwo, wobec słów Pana. To właśnie miał na myśli Jezus, mówiąc: "... po owocach poznacie ich" (Mt 7,20).

Wracając jednak do Johna Owena i purytanów, "działania" i "dary" Ducha Świętego zostały udzielone wszystkim ludziom, jak zdecydował suwerenny Bóg, niezależnie od tego, czy narodzili się oni na nowo, czy też nie (1 Kor 12,11). "Łask" natomiast doznawali jedynie ci, w których zamieszkiwał Duch Święty.

"Widzimy, że Duch Święty spoczywa na wielu przez działanie pełne mocy, w których nie jest obecny przez łaskę zamieszkania. Wielu ma udział w Jego łasce zbawienia".

Jeśli to, co mówi Owen, jest prawdziwe i zgodne z Pismem (a sądzę, że tak jest), może nam to wyjaśnić wiele zagadkowych sytuacji w naszej epoce. Z pewnością wyjaśnia to, czego Paweł naucza w pierwszym liście do Koryntian 12,31-13,3, że owoce (czy owoc) Ducha Świętego są ważniejsze niż dary i działania. Te ostatnie nie są bez znaczenia i należy ich poszukiwać, ale jedynie owoce Ducha Świętego są prawdziwym znakiem Jego zamieszkiwania w ciele wierzącego.

Sprawa druga, o której muszę wspomnieć, dotyczy napełnienia Duchem Świętym, które jest konieczne zarówno dla posiadania mocy do służby, jak i świętości. Bibliści, znający Nowy Testament, nieustannie akcentują, że polecenie napełniania się Duchem Świętym jest przykazaniem, a więc czymś, czemu należy być posłusznym. Wyjaśniają oni, że słowa: "Napełniajcie się Duchem", znaczą w rzeczywistości: "Trwajcie w napełnianiu się Duchem Świętym"! Zgodnie więc z nauką Nowego Testamentu (różniącą się od nakazów Chrystusa danych uczniom tuż przed zesłaniem Ducha Świętego) nie należy biernie oczekiwać na coś, co Bóg dla nas uczyni, ale trwać w posłuszeństwie wobec Jego przykazania. Musisz współpracować z Tym, który chce napełnić twą istotę, uczynić cię źródłem wody, byś mógł troskać i rozlewać się dookoła.

Pozostają jednak dwa pytania. Jak tego dokonać, jak możesz być posłuszny przykazaniu "trwania w napełnianiu się Duchem Świętym"? Oraz: "Jakie znaczenie ma to przykazanie w odniesieniu do świętości?"

Zacznę od odpowiedzi na drugie pytanie. Duch  Święty spełnia różne zadania wśród ludu Bożego. Jedno z nich polega na takim przeobrażaniu twojego życia, by było podobne do życia Boga i by On mógł cię uświęcać. Na ile twoje życie jest kierowane przez Niego, na tyle może się w tobie rozwijać dzieło uświęcenia. Znów więc stajemy wobec pierwszego pytania: W jaki sposób "trwać stale w napełnianiu się Duchem Świętym"?

Jakże by to było proste, gdyby w jednym akcie niebiańskiego działania nasze życie zostało raz na zawsze napełnione chwałą Boga! Zaczekaj jednak. Ekstaza duchowa to coś rzeczywistego. Być może, doświadczyłeś jej już kiedyś. Jeśli nie, ufam, że jej jeszcze wielokrotnie doświadczysz. Ekstaza nie jest jednak doświadczeniem, dzięki któremu na zawsze traci się kontrolę nad swoim przeznaczeniem. Bóg nigdy nie odbiera wierzącemu zdolności do decydowania, czy to przez chrzest Ducha Świętego, czy przez jakieś inne doświadczenie. Możesz z całego serca wyznać: "Przejmij przez Ducha Świętego kontrolę nad całym moim życiem na zawsze. Niechaj od tej chwili nie będzie ono już moje, ale niech należy do Ciebie. Od tego momentu rezygnuję ze wszelkiej kontroli".

W chwili, gdy będziesz mówił te słowa, Jego serce się rozgrzeje. Pomimo to jednak, On nie spełni twojej prośby, przynajmniej nie w takiej formie, jak myślisz. Gdyby się na nią zgodził, pozbawiłby cię twego człowieczeństwa, stałbyś się czymś w rodzaju automatu duchowego. Bóg chce bowiem, abyś był kimś, kto w każdej chwili, z własnego wyboru ciągle czyni wszystko, aby się Jemu podobać. Jak wcześniej wspomniałem, Bóg przyjmuje nasze oferty. Duch Święty z całą powagą przejmuje całe twoje życie i ciało. Jednak swój dług musisz spłacać codziennie, godzina za godziną.

Teraz już rozumiesz, dlaczego powinieneś trwać w napełnianiu się Duchem Świętym. Oznacza to, że każdego dnia, o każdej godzinie powinieneś powtarzać słowa, które Chrystus powiedział w Getsemane: "Nie moja, lecz twoja wola niechaj się spełni". Czyż istniał kiedykolwiek ktoś bardziej napełniony Duchem Świętym niż Jezus? Ale też czy ktokolwiek zmagał się bardziej niż On, kiedy stanął przed wypełnieniem ostatniego etapu naszego odkupienia? Duch Święty prowadził Go na krzyż. Ojciec zesłał Go, by umarł jako ofiara za grzechy. Zgodnie z popularnym rozumieniem tego, co to znaczy być napełnionym Duchem Świętym, nigdy nie powinna była mieć miejsca agonia w Getsemane? Jezus, będąc napełniony Duchem Świętym, powinien bez wysiłku znieść miażdżący,ciemny strach, który napełniał Go odrazą. Powinien pójść na krzyż z jasnym, zwycięskim uśmiechem.

Jednakże takie rozumienie napełnienia Duchem Świętym jest niewłaściwe i niezgodne z Pismem Świętym. Odzwierciedla ono współczesne wyobrażenie, "jak żyć życiem pełnym sukcesu", czyli psychologię raczej niż pobożną rzeczywistość.

Naśladując Jezusa, dojdziemy do naszego własnego, mniejszego Getsemane. Jeśli wśród doświadczeń przeszywającego bólu, z naszych słabnących dusz wyrwą się słowa: "Nie moja, lecz twoja wola niechaj się spełni", wówczas na nowo zostaniemy napełnieni Duchem Świętym. Mówiąc tak z całym zaangażowaniem naszej woli, spowodujemy, że słabość zacznie znikać, ujrzymy przedzierającą się światłość i drżącą nadzieję nowego przebudzenia wewnątrz nas.

Nie chodzi o to, żeby życie było wyłącznie s e-r i ą takich przeżyć w Getsemane. Życie ma się składać z szeregu wyborów. Każdy wybór będzie okazją do potwierdzenia naszego oddania się. Dlatego właśnie napełnieni Duchem Świętym możemy być jedynie wówczas, gdy ciągłe będziemy potwierdzać naszą pierwotną decyzję oddania się.

Nasze działania i decyzje mają swe źródło w postawie naszego umysłu. Powstają one jak fala na morzu myśli, marzeń i refleksji. Tutaj również może odbywać się ciągłe napełnianie.

Siedzę przy biurku, a wzrok mój pada na okładkę czasopisma, która przedstawia scenę trzęsienia ziemi. Ponieważ znudziłem się już swoimi zajęciami, dlatego na moment uwagę moją przyciąga czasopismo. Zaczynam sobie przypominać inne trzęsienia ziemi, z jakimi się zetknąłem. Zaczynam fantazjować na temat swojego w nich udziału. Po pięciu minutach mój umysł, dzięki jakimś własnym, tajemniczym prawom, przenosi się z trzęsień ziemi na inne przyjemne fantazje. Łapię się na tym, uświadamiając sobie, że śnię na jawie. Nagle dociera do mnie, że na kilka godzin zapomniałem o istnieniu Boga.

Cóż powinienem w takiej chwili uczynić? Mam do wyboru dwie możliwości. Najbardziej odpowiadałoby mi westchnąć: "Czy ja już nigdy niczego się nie nauczę? Czy jest to warte moich wysiłków?" Mogę też powiedzieć, o czym już kilka razy wspominałem, w ten sposób: "Dzięki Ci, Panie, że znowu mi przerwałeś marzenia. Snułbym je bez końca, gdybyś nie Ty. Uwielbiam Cię za to, że Duch Święty jest nadal we mnie. Otwieram swój umysł, jak mogę, by czynić swą powinność dla Niego w sposób, w jaki On tego chce". Oto krok w Duchu Świętym. Ciągłe dokonywanie takich kroków w Duchu Świętym oznacza napełnianie się. Trwanie zaś w napełnianiu się oznacza ciągłe wzrastanie w świętości.

FRAGMENT DO PRZESTUDIOWANIA

Przeczytaj list do Kolosan 2,15-3,17.

  • Kol 2,15-23. Chrześcijanie w Kolosach wystawieni byli na niebezpieczeństwo błędnej nauki, która podkreślała konieczność oddawania czci aniołom, przestrzegania świąt i praktyk ascetycznych. Wymień swoimi słowami, czyny i postawy wspomniane w tym fragmencie, których praktykowanie rzeczywiście przyczynia się do rozwoju świętości.
  • Kol 2,15-3,17. Cały fragment zachęca do aktywnego podejścia do świętości. Ponadto w co najmniej sześciu miejscach Paweł mówi o rzeczach, które miały już miejsce i tworzą podstawę do aktywnego podejścia do świętości. Wymień je swoimi słowami. Jeśli zrozumiesz, co one oznaczają, klęknij i z wiarą podziękuj Bogu za to, że są one prawdziwe.
  • Sporządź listę spraw, które Paweł nakazuje czynić. Rozważ, w jakim stopniu możesz te nakazy wprowadzić w życie.

Zwróć uwagę, że "stary człowiek" — to ty, kiedy żyłeś bez Chrystusa. "Nowy człowiek" — to twoja tożsamość w Chrystusie. [skrót red.]